Drugi dzień i od razu meczyk, to co Tygryski lubią najbardziej ;) Ale najpierw śniadanie. Nie mogłabym mieszkać w Finlandii. Spójrzcie, to coś okrągłe to chleb:
Potem trochę pozwiedzałyśmy Turku. Naprawdę prześliczna pogoda, słoneczko, cieplutko, aż miło się spacerowało. Kawa i przegląd prasy na przystani, ach :) (chciałam żeby Finki przeszły do półfinału, szum w mediach robił wrażenie, teraz pewnie zainteresowanie diametralnie spadnie). Poza tym nic szczególnego w Turku nie ma - jakiś zamek, katedra, muzea. Cały klimat robi rzeka z portem, uroczo!

Trochę nieostre, ale wybaczam - pierwszy raz!

Zrobię jutro kilka zdjęć apropo popularności imprezy w mediach, to sobie ocenicie.

Mała rzecz, a cieszy! :)
Kilka słów o fińskiej komunikacji. Finowie pielęgnują spóźnialstwo. Tam nic nie przyjeżdża na czas. A tablice drogowe albo z nazwami ulic byłyby czarną magią, gdyby nie fakt, że pod spodem ZAWSZE jest wersja szwedzka, przystępniejsza. Szwedzki to podobno w Finlandii drugi język narodowy, szkoda, że mało jaki Fin go umie ;)
Stadion. Kameralny, ale naprawdę ładny! Przyszłyśmy odpowiednio wcześnie, żeby dokładnie się zapoznać z terenem. I pierwsze co ujrzałyśmy, to:
Fajna inicjatywa do propagacji pnk ;) Było tam tych dzieciaczków mnóstwo.
A sam stadion, wygląda tak.

Spokojnie, to kompleks treningowy :) Reszta dalej...